Nowe inwestycje
Najlepiej spotkać się pośrodku, na bydgoskiej budowie.
Miałam sfotografować Bursztynową Bramę, jadę na tę budowę od pół roku. Konstrukcja jest sprężona i zdaje się, że została podwieszona. Bursztyn za chwilę zostanie oprawiony; nie pojadę zatem w moje ulubione błota, a uwiecznić gotowy obiekt.
Ogińskiego — estakada, widok z Wojska Polskiego w stronę Brdy
fot. Katarzyna Janikowska
tekst | Katarzyna Janikowska
Bydgoszcz, Ogińskiego
— Coś nie mam do tej wycieczki melodii — tłumaczę się z niespełnienia obietnicy projektantowi Tadeuszowi Stefanowskiemu*. — Wiesz, ale za to Kwidzyn gra mi w duszy, mieszkałam tam przez rok, więc chętnie zajrzę w stare kąty. — Ale tam też wybierasz się od pół roku — odpowiada projektant naszej "Kokardy". — Hmmm, ale wysłałam do Kwidzyna forpocztę, Kachę Drugą (co z tego wynikło — art. Kachy Kowalskiej: Forpoczta).
Stąd, jak tylko Stefanowski daje mi cynk, że będzie u nas, postanawiam pojechać na wycieczkę techniczną — uznaję nasz bydgoski most za najbezpieczniejszy temat.
— Spójrz, tu masz podporę rozdzielającą konstrukcję mostu od estakad — pokazuje Tadeusz. Aż mnie w dołku ściska, bo faktycznie stoi jak słup graniczny, ze stoku schodzi estakada, pole niczyje i słup. I znów normalny kawał budowy, tu już wychodzą z ziemi stopy pylonu.
Pierwszy stalowy pierścień jest już osadzony; mam nadzieję, że to ten, który fotografowałam w Firmie Gotowski, bo zniknie pod betonowym płaszczem. Zastanawiam się, ile będzie trwało zespalanie wszystkich części — najszersze pierścienie mają w obwodzie po 11 metrów, blachy są grube na 50—80 mm i zespawanie dwóch takich obwodów ze sobą może zająć kilka dni. Im wyżej, tym będą cieńsze. Roboty więc z tymi pierścieniami od groma, mnie to cieszy, bo nie jestem, jako fotograf, skazana na jeden dzień zdjęciowy. Dołącza do nas Ewa Fudała, inżynier budowy odpowiedzialny z tej strony rzeki za roboty mostowe. Mówi, że z daleka nie widziała, co to za wycieczka brnie przez budowę; kiedy rozpoznaje nadzór i projektanta, uspokaja się.
Na Ogińskiego — noga pylonu i być może wcześniej fotografowany pierścień
fot. Katarzyna Janikowska
— Budowa w środku miasta budzi ogromne zainteresowanie — mówi. — Ludzie zaglądają każdą możliwą szparą, wchodzą na drzewa wokół płotów, by móc z nich fotografować naszą pracę. To szalenie miłe, ale boję się, by któryś z entuzjastów nie przekroczył magicznej linii i nie wpakował się w kłopoty — dodaje. Teraz budowa jest komentowana z punktu widzenia projektanta i wykonawcy. Jest wyjątkowo upierdliwa, ale też ciekawa, stanowi wyzwanie. Oglądamy podpory i część ustroju nośnego estakady — z naszego punktu obserwacyjnego świetnie widać wyoblenia konstrukcji. Mój zachwyt wzbudza czysty, żywy beton.
— Poczekaj, jak się go przemaluje na przyjazny, jasny kolor, zaprojektowałem barwne gzymsy i estetyczne wykończenie ich deską — wówczas będziesz widziała podkreślone kształty! — mówi projektant. — Pomaluje — poprawiam wiecznie zjeżdżający mi kask — no, nie wiem... A widzisz Tadeusz, chciałam zgłosić, jako bydgoszczanka, reklamację. — Robię nadętą minę. — Te podpory są identyczne jak w Warszawie na Łopuszańskiej — nie zdążyłam skończyć zdania... Okazuje się, że "mój" most nie został potraktowany po macoszemu. — Oba miasta są dla mnie ważne; Warszawę uwielbiam, Bydgoszcz to moje rodzinne korzenie, dlatego w tych dwóch ośrodkach stanęły moje ulubione podpory. Pokażę ci zdjęcia z Łopuszańskiej, możesz je potraktować jako wizualizację tego, co będzie tutaj — mówi Tadeusz.